![]()
Odcinek 1:
Meredith: Słuchaj, idę na górę wziąć prysznic, a kiedy tu wrócę, ciebie już nie będzie, więc do widzenia... Um...
Derek: (podaje jej rękę) Derek.
Meredith: Derek! Racja. Meredith.
/////////////
Richard: Każdy z was przychodzi tu dzisiaj pełen nadziei, że załapie się na grę. Miesiąc temu byliście uczeni w szkole medycznej przez lekarzy. Dzisiaj... to wy jesteście lekarzami. Siedem lat, które tu spędzicie będzie najlepszymi i najgorszymi w waszym życiu. Będziecie spychani na krawędź wytrzymałości. Rozejrzyjcie się. Przywitajcie z konkurencją. Ośmioro z was zmieni specjalizację na łatwiejszą. Pięcioro załamie się pod presją. Dwojgu z was podziękujemy. Tutaj zaczynacie. To jest wasza arena. Jak będziecie grać? To zależy od was.
/////////////
Christina: (wszyscy zauważają Bailey) To jest Kapo?
George: Myślałem, że Kapo będzie facetem.
Meredith: Myślałam, że Kapo będzie... Kapo.
Izzie: (wychodząc zza nich) Może to profesjonalna zazdrość? Może jest genialna a nazywają ją tak z zazdrości? Może jest miła.
Christina: Niech zgadnę - ty jesteś tą modelką.
(Izzie rzuca na nią groźne spojrzenie)
Izzie: (do Bailey) Cześć, jestem Izobel Stevens, ale wszyscy mówią mi po prostu Izzie.
Bailey: Mam pięć zasad, zapamiętajcie je. Reguła nr 1. Nie kłopoczcie się podlizywaniem. Już was nienawidzę i to się nie zmieni.. Karty pacjentów, lista telefoniczna, pagery (wskazuje rzeczy, potem idzie, stażyści za nią). Pielęgniarki będą was wzywać. Wy odpowiadacie na każde wezwanie i biegniecie. Biegniecie! To zasada nr 2. Wasza pierwsza zmiana zaczyna się teraz i trwa 48 godzin. Jesteście stażystami, popychadłami, nikim, pierwszym ogniwem chirurgicznego łańcucha pokarmowego. Zlecacie badania, piszecie zalecenia, pracujecie co drugą noc aż do wyczerpania i nie narzekacie. (Otwiera pokój) Pokój stażystów. Śpicie kiedy możecie, gdzie możecie. Co sprowadza mnie do zasady nr 3: jeśli ja śpię, nie budźcie mnie, chyba, że wasz pacjent faktycznie umiera. Zasada nr 4: Umierający pacjent, lepiej niech nie będzie martwy, kiedy ja tam dotrę. Nie tylko zabilibyście kogoś, ale też obudzilibyście mnie bez ważnego powodu. Jasne? (Meredith podnosi rękę) Tak?
Meredith: Powiedziała pani o pięciu zasadach... Były cztery.
Bailey: (odbierając pager) zasada nr 5: kiedy ja się przemieszczam, wy też.
/////////////
Meredith: Doktorze Shepard.
Derek: Doktorze Shepard? Dziś rano byłem Derek, a teraz jestem Doktor Shepard?
Meredith: Doktorze Shepard, powinniśmy udawać, że to się nigdy nie wydarzyło.
Derek: Co się nie wydarzyło? To, że poprzedniej nocy ze mną spałaś, czy to, że dziś rano mnie wyrzuciłaś? Bo to są wspaniałe wspomnienia, które chciałbym zachować na długo.
Meredith: Nie! Nie będzie żadnych wspomnień. Już nie jestem tą dziewczyną z baru, a ty nie jesteś tym facetem. To nie może istnieć. Rozumiesz, tak?
Derek: Wykorzystałaś mnie, a teraz chcesz zapomnieć.
Meredith: Wcale cię nie...
Derek: Byłem pijany i przystojny i mnie wykorzystałaś.
Meredith: Ok. To ja byłam pijana, a ty wcale nie jesteś taki przystojny.
Derek: Może nie dzisiaj, ale wczoraj... Wczoraj byłem przystojny... miałem na sobie moją czerwoną koszulę i mnie wykorzystałaś.
Meredith: Wcale cię nie wykorzystałam.
Derek: Wykorzystaj mnie znowu. W piątek wieczorem.
/////////////
George: 007. Nazywają mnie 007, prawda?
Izzie i Meredith: Nikt nie nazywa cię 007.
George: W windzie Murphy wyszeptał 007.
Christina: Ile razy musimy przez to przechodzić, George? Pięć, dziesięć? Podaj mi liczbę, albo cię uderzę.
George: Murphy wyszeptał 007 i wszyscy się zaśmiali.
Izzie: Nie mówił o tobie.
George: Jesteś pewna?
Meredith: Czy my byśmy cię okłamały?
George: Tak!
/////////////
Meredith: (do Christiny) Co ty robisz?
Christina: Zszywam banana w nikłej nadziei, że to rozbudzi mój mózg.
(George się śmieje)
Christina: Z czego się śmiejesz 007?... Przepraszam. Niewyspana robię się wredna.
/////////////
Meredith: (o pacjentce) Wiesz jaki jest jej talent w konkursie piękności?
Christina: One mają talenty?
Meredith: Gimnastyka artystyczna. Co to w ogóle jest? Nawet nie potrafię tego wymówić.
/////////////
Burke: Jedyną osobą, która może dotrzymać tak wielkiej obietnicy jest Bóg, a nie widziałem go ostatnio, trzymającego skalpel.
/////////////
Christina: dr Shepard, Katie występuje w konkursie piękności.
Derek: Wiem, ale i tak musimy jej pomóc.
/////////////
Meredith: Czy pozwoliłeś mi na asystowanie przy operacji, bo z tobą spałam?
Derek: Tak... Żartowałem.
/////////////
Christina: Nie musimy tego robić? Wiesz: ja coś powiem, potem ty coś powiesz, potem ktoś się rozbeczy i będzie taka chwila...
Meredith: Nie.
Christina: To dobrze... Powinnaś się przespać, koszmarnie wyglądasz.
Meredith: Wyglądam lepiej od ciebie.
Christina: Niemożliwe.
/////////////
Odcinek 2:
Bailey: Każdy stażysta chce wykonać swoją pierwszą operację. To nie jest wasze zadanie. Wiecie, na czym ono polega? Na zadowalaniu opiekuna. Czy ja wyglądam na zadowoloną? Nie! Dlaczego? Bo moi stażyści są zrzędliwi. Wiecie, co by sprawiło, że będę zadowolona? Obsadzona grupa wypadkowa, odebrane wezwania do reanimacji, dostarczone badania z weekendu i ktoś na izbie przyjęć zajmujący się szyciem. Nikt nie będzie trzymał skalpela dopóki nie będę tak szczęśliwa, jak cholerna Mary Poppins!
/////////////
Christina: Dlaczego to mnie zawsze ściskają?
Alex: Bo ja nie robię takich rzeczy. Poza tym, to ty jesteś jajnikową siostrą.
Christina: Czy ty mnie właśnie nazwałeś jajnikową sio... jajnikową sio... Od kiedy posiadanie jajników jest uznawana za obrazę?
/////////////
Christina: Co tu robisz?
Meredith: Siedzę tu sobie z moim penisem.
/////////////
Alex: Głowa mnie boli.
Christina: Może to rak?
Alex: Chciałabyś...
Christina: Zdarłabym ci twarz, byle asystować przy operacji.
Izzie: (wchodząc) Szyłam cały dzień. Mam odrętwiałe ręce.
George: Przynajmniej pomagasz ludziom.
Alex: Przynajmniej praktykujesz cholerną medycynę.
Izzie: Musiałam odesłać tę Chinkę.
Christina: Biedna Izzie, musiała odesłać pacjenta. Boohoo.
Meredith: (wchodząc) Policja powiedziała, że przez kilka godzin nie będą w stanie przysłać nikogo, więc muszę spędzić noc z penisem.
(Alex chce coś powiedzieć)
Meredith:, Alex, nie mów tego.
Alex: To by było zbyt proste.
George: Kto tutaj uważa, że nie ma pojęcia, co robi? (wszyscy podnoszą ręce). Mamy się tu uczyć, ale ja nie czują jakbym sie uczył czegokolwiek.
Izzie: Poza tym, jak nie spać.
/////////////
Derek: (do pacjenta - gwałciciela, któremu ofiara odgryzła kawałek penisa) Mam dobrą i złą wiadomość. Dobra jest taka, że udało nam się zatrzymać krwotok. Zła, to że przekazaliśmy twojego penisa glinom.
/////////////
Burke: Czy myślisz, ze jestem zbyt pewny siebie?
Bailey: Nie.
Burke: Nie kłam.
Bailey: Jesteś moim szefem.
Burke. Dobrze. Wobec tego... Cokolwiek powiesz przez następne 30 sekund będzie bez konsekwencji dla ciebie. Zaczynając od teraz.
Bailey: Myślę, że jesteś zarozumiały... arogancki, władczy i bezczelny. Masz kompleks Boga. Nie myślisz o nikim, tylko o sobie...
Burke: Ale ja...
Bailey: Mam jeszcze 22 sekundy. Nie skończyłam...
/////////////
Odcinek 3:
(na ulicy)
Derek: Dzień dobry, dr Bailey
Bailey: Zamknij się.
Derek: Zdajesz sobie sprawę, że jestem lekarzem, a ty tylko rezydentem? Pracujesz dla mnie. Tak?
Bailey: (mamrocze) Wiem, że o czymś zapomniałam. Coś się dzisiaj dzieje, wiem, że powinnam wiedzieć, co to, ale po prostu nie mogę...
Derek: Ok... Miło było z tobą rozmawiać dr Bailey
/////////////
Pacjent Viper: (do Meredith, która zakłada mu szwy) Masz miły dotyk. A tak przy okazji, jesteś odjechaną laską.
Meredith: Naprawdę myślisz, że masz u mnie szanse?
Viper: Lubię myśleć, że mam szanse wszędzie.
Meredith: Naprawdę, powinieneś pozwolić mi zabrać cię na kilka badań. Możesz mieć krwotok wewnętrzny.
Viper: Nie, dzięki. Mam wyścig do ukończenia.
Meredith: Po co? Przecież i tak już nie wygrasz.
Viper: To nie znaczy, że nie mogę przekroczyć mety. Jest tam impreza. Spotkamy się tam?
Meredith: Jedno badanie. Wyjdziesz stąd za godzinę.
Viper: Nie da rady. Muszę spadać.
Meredith: Zdajesz sobie sprawę z tego, że wychodzisz mimo zaleceń lekarza?
Viper: (o Aleksie) Ten kolo powiedział, że mogę iść.
Meredith: Ten kolo to dupek. Ok. Musisz podpisać formularz.
Viper: Skarbie... Dla ciebie zrobiłbym wszystko.
Meredith: Co jest z wami, facetami, że zawsze musicie świntuszyć?
Viper: Nie wiem. Może to testosteron?
Meredith: Może. Z tym też powinieneś się udać do lekarza.
(Viper podpisuje formularz, wstaje i całuje Meredith, a potem kieruje się do wyjścia)
Viper: To na szczęście. Nie martw się skarbie, jeszcze mnie zobaczysz.
/////////////
Alex: Co ty robisz?
George: Ukrywam się. Jest tu taki pacjent VIP, który mnie lubi.
Alex: To dobrze.
George: Ale on mnie BARDZO lubi.
Alex: No to śmiało, stary... (George patrzy na niego z wyrzutem) To ty nie jesteś gejem?
George: Nie.
Alex: Naprawdę? (odchodzi)
George: Christina... (wyciąga do niej dyskietkę, ale jej nie podaje). Czy... Czy ty... Czy Meredith myśli, że jestem gejem?
Christina: A jesteś?
George: Nie!
Christina: Naprawdę?
/////////////
George: Będę musiał unikać Burke'a do końca kariery... Mógłby mnie zabić i upozorować wypadek.
/////////////
Alex: Boże, świetnie pachnę! Wiesz co? To zapach operacji na otwartym sercu. To niesamowite. To jest niesamowite! Musisz mnie powąchać.
Meredith: Nie chcę cię wąchać!
Alex: Właśnie, że tak.
Meredith: Ty sobie chyba żartujesz! (chwyta go za koszulkę i przyciska do ściany) Mam ważniejsze sprawy na głowie, niż ty! Mam lokatorów i problemy z facetem. I problemy rodzinne. (Alex ziewa) Chcesz się zachowywać, jak pyskaty gówniarz? Świetnie! (wchodzi Derek) Chcesz wbijać się na nie twoje operacje? Też świetnie! Tylko zejdź mi z oczu. A tak dla ścisłości... jedziesz gównem! (Meredith odchodzi)
Alex: (do Dereka) Zaatakowała mnie.
(Meredith rzuca się na niego, Derek ją powstrzymuje)
Derek: (do Alexa) Lepiej już idź, zanim zmienię zdanie i pozwolę jej stłuc cię na miazgę tymi jej małymi piąstkami.
/////////////
Derek: To nie jest polowanie.
Meredith: Co?
Derek: Ty i ja. To nie jest dreszczyk emocji przy polowaniu. To nie gra. To... to te twoje małe piąstki. I twoje włosy.
Meredith: Moje włosy?
Derek: Ładnie pachną. I ten twój sposób bycia. Stawia mnie do pionu.
Meredith: I tak się z tobą nie umówię.
Derek: Teraz tak mówisz.
/////////////
Meredith: Są wszędzie! Cały czas. Izzie jest radosna, a George zawsze pomocny. Dzielą się jedzeniem. Mówią, przenoszą rzeczy, oddychają... Uh... Wyglądają na szczęśliwych.
Christina: Wykop ich.
Meredith: Nie mogę. Dopiero się wprowadzili. Zaprosiłam ich...
Christina: Więc będziesz dusić to w sobie, dopóki nie wybuchniesz i ich nie pozabijasz?
Meredith: Yep!
Christina: I właśnie dlatego się przyjaźnimy.
/////////////
Bailey: Jesteście znajomymi tego... (do Meredith) Jak on się nazywa?
Meredith: Viper.
Bailey: ...Vipera?
Chłopak: Tak, braliśmy udział w wyścigu.
Dziewczyna: Jak on się ma? Jest OK?
Bailey: Czy jest OK?! Nie, nie jest OK! Uszkodził ciało, zjeżdżając z góry z pełną prędkością beż żadnego powodu... Ja wiem, że się przekłuwacie, palicie trawę i generalnie traktujecie swoje ciała, jakby były niezniszczalne. OK. Chcecie się zabić zjeżdżając z tej góry? Świetnie! Ale na tej górze są jeszcze inni ludzie: piesi, kierowcy. Ludzie, którzy chcą spokojnie żyć. A jeden z nich poważnie uszkodził sobie mózg, bo wy spowodowaliście niebezpieczeństwo...
Meredith: Dr Bailey..
Bailey: Taaa...Taaa... Więc według mnie wasz kolega Viper nie jest OK!
/////////////
Odcinek 4:
George: Nie wiem, czy mnie rozumiesz? Ja - jądra! Ty - jajniki.
Izzie: Och, to mi przypomina. Skończyły się tampony.
George: Paradujesz po łazience w bieliźnie, kiedy jestem nago pod prysznicem!
Izzie: Dodasz to, proszę, do swojej listy?
George: Co?
Izzie: Tampony!
Meredith: Do listy. To twoja kolej
George: Jestem facetem! Nie kupuję produktów dla dziewczyn. I nie chcę, żebyś wchodziła, kiedy jestem pod prysznicem. I nie chcę widzieć twojej bielizny!
Izzie: To mi nie przeszkadza, OK? Patrz sobie na mnie, George. Nie śpiesz się, to nic wielkiego.
/////////////
Alex: Dzień dobry dr Modelko.
Izzie: Witam, dr Złe Nasienie.
Alex: (widzi tatuaż na brzuchu) Ooooh, niezły tatuaż. Tuszują go do sesji?
Izzie: Nie wiem. A co robią z liczbą 666 na twojej czaszce?
/////////////
Christina: Jesteś wysoka. Twoje piersi są idealne. Masz długie włosy. Gdybym była tobą, chodziłabym nago cały czas. Nie miałabym pracy, nic bym nie umiała. Nie umiałabym nawet czytać. Byłabym po prostu... naga.
Izzie: To makijaż. Retusz.
Christina: Wiesz, że cię nienawidzimy, prawda?
//////////////
Izzie: (do Alexa) Chcesz to zobaczyć? Naprawdę chcesz to zobaczyć? Świetnie! Popatrzmy na ten tatuaż z bliska.
(zrywa koszulkę)
Izzie: Co to? O mój Boże! Piersi! Jak ktokolwiek może leczyć dźwigając je? A co mamy z tyłu? Sprawdźmy, czy pamiętam lekcje anatomii.
(zdejmuje spodnie)
Izzie: Pośladki, tak? Przeanalizujmy je. Zbierzcie się wokoło i obejrzyjcie tyłek, który przepchnął Izzie Stevens przez studia medyczne! Chcesz mnie nazywać Dr. Modelką? Dobrze. Tylko pamiętaj, że kiedy ty siedzisz na dwustu tysięcznym kredycie studenckim, ja jestem na czysto.
/////////////
Alex: Więc Grey i Stevens naprawdę chodzą po domu w bieliźnie?
George: Um... Nie cały czas. Znaczy, czasami. Ale nie cały czas.
Alex: W seksownej bieliźnie?
George: Ta...
Alex: I pozwalają ci na siebie patrzeć?
George: Cóż, um... ta...
Alex: Jak siostry?
George: Nie! Nie jak siostry. Uh... nie! Nie myślę o nich, jak o siostrach.
Alex: Ale one cię nie podrywają?
George: Właściwie nie.
Alex: I nie oczekują, że ty coś zrobisz.
George: Nie, ale...
Alex: Jak siostry. Zupełnie jak siostry.
/////////////
Izzie: (stoi w łazience, gdy pod prysznicem jest George) Przypominałam ci, zanim wyszedłeś.
George: Ale na miejscu zapomniałem.
Izzie: Nie.(otwiera kabinę prysznicową) Nie. Po prostu się wstydziłeś.
George: Nagi! Jestem nagi pod prysznicem!
Izzie: (zamyka kabinę) Zwykłe tampony, George! Naprawdę potrzebowałam tamponów. Boże!
(Meredith wchodzi do łazienki)
Izzie: Nie jadę z nim jednym samochodem.
Meredith: (spoglądając na Izzie, która stoi w bieliźnie z napisem "Hello Kitty") Ze mną też nie jedziesz, jeżeli masz jechać w tym stroju. Gdzie są tampony?
Izzie: Nie kupił ich.
Meredith: (do George'a) Nie kupiłeś?
George: Faceci nie kupują tamponów!
Izzie: (ponownie otwiera kabinę, George się przewraca) Wiesz co? Będziesz musiał coś zrobić ze swoją męską dumą, George! Jesteśmy kobietami. Mamy pochwy! Przyzwyczaj się do tego!
(wychodzi z łazienki, zostawiając George'a leżącego w kabinie)
George: Nie jestem waszą siostrą!
/////////////
Odcinek 5:
Meredith: Jesteśmy dorośli. Kiedy to się stało? I jak to zatrzymać?
/////////////
Odcinek 6:
Christina: Po co się przysiadłeś?
Alex: Zakazano mi operowania przez to samo, co ty robisz codziennie.
Christina: (do Meredith i Izzie) Czy jeśli wbiję mu ten widelec w oko będę miała kłopoty?
Meredith: Nie jeśli będzie to wyglądało na wypadek.
/////////////
(Alex i Izzie idą korytarzem, jeden z pacjentów wymiotuje na Alexa)
Alex: Idę się przebrać.
Izzie: Zawiadomię cię, jeśli będziesz potrzebny.
Alex: (odchodząc) Zrób to.
Izzie: (do pacjenta) Jesteś dziś moim ulubionym pacjentem.
/////////////
Meredith: Dr Bailey? Nie wiedziałam, że jest moim szefem, kiedy go poznałam. Nie wiedziałam.
Bailey: Nie obchodzi mnie to.
Meredith: Naprawdę? Bo odniosłam wrażenie, że się pani do mnie nie odzywa, więc...
Bailey: Widzisz, co się dzieje? To jest to, że śpisz z moim szefem. Nie to, że nie wiedziałaś wcześniej, ale jak to wpływa na mój dzień. A stanie tutaj i rozmawianie o twoim życiu seksualnym wpływa na mój dzień. Im dłużej ten romansik będzie trwał, im więcej przysług ci wyświadczy kosztem innych, którzy zostaną pokrzywdzeni, a którzy przechodzą przez ten program bez niczyjej pomocy... oni zacznę się domyślać, co się dzieje, nie będą chcieli z tobą pracować, rozmawiać z tobą, patrzeć na ciebie, zaczną jęczeć i kwiczeć nade mną, tym bardziej to wpływa na mój dzień. Wiec nie, dr Grey, nie obchodzi mnie co wiedziałaś, ani kiedy się dowiedziałaś. Zrozumiano?
/////////////
Odcinek 7:
George: Spałaś choć trochę?
Izzie: (Psioczy na Meredith, nie do końca kumam :] )
George: Kim jest ten facet?
Izzie: Myślisz, że to był jeden facet?
/////////////
George: (niewyspany) Będzie ciężko przetrwać ten dzień. Chyba, że dostanę operację.
Alex: A co? Byłeś wczoraj niegrzecznym chłopcem, George?
Izzie: To raczej Meredith.
Alex: Byłaś złym chłopcem, Meredith?
/////////////
Pacjent: (krwawiący) Przyszedłem z tym.
Alex: Z postrzałem?
Pacjent: Taa... Mój kumpel mnie postrzelił.
Christina: Kumpel?
Pacjent: W ramach przysługi...
Christina: Celowo?!
Pacjent: Pewnie... znaczy... nie chciał mnie skrzywdzić, ale wiecie...
Alex: Ale dlaczego?
Pacjent: (uradowany) Lubię blizny.
(...)
Pacjent: Moja sztuka wiąże się z poświęceniem.
Alex: Twoja sztuka?
Pacjent: Cholernie trafnie.
Christina: Cholernie głupio. Kula przeszła na wylot.
Pacjent: Mam jeszcze jedną, ciągle siedzi w ramieniu. Nieźle, co?
Christina: Powieś to sobie w Luwrze.
/////////////
(Burke i Alex oglądają rentgena faceta z kulą w ramieniu)
Burke: A to co?
Alex: To kula z poprzedniego postrzału.
Burke: Poprzedniego postrzału... OK.
Alex: Nie ma żeby wyjmować.
Burke: Nie, facet lubi ból.
Alex: To jego sztuka.
Burke: Ból to jego sztuka? Czekaj... chyba znam tego faceta.
(podchodzi Bailey, Burke pokazuje jej rentgena)
Burke: Pamiętasz go?
Bailey: Hej... wytatuowany masochista.
Burke: Znów się postrzelił.
Bailey: Miło wiedzieć, że wciąż jest głupi.
/////////////
George: Będę asystował przy operacji mózgu niewyspany. To nie jest zbyt odpowiedzialne.
Christina: Serio? Całonocny seks jest nieodpowiedzialny.
Izzie: Całonocny seks... Nie mogę uwierzyć, że nie jesteś wkurzona. Ty, ze wszystkich stażystów...
Christina: Ciężko pracuje całymi dniami, jest dobra w tym co robi. Czemu obchodzi cię, co robi nocą? Ty lubisz piec całą noc, niektórzy lubią pić, a jeszcze inni lubią okazjonalny, głośny orgazm.
/////////////
(w domu)
Izzie: (rozsmarowują polewę na torcie) Jeśli poczekasz kilka minut, dostaniesz kawałek ciasta pełnego miłości.. właściwie to ciasta pełnego intensywnego gniewu i wrogości... ale za to smacznego.
Meredith: Wiec wiesz.
Izzie: Wiem.
Meredith: Chcesz długą wersję wydarzeń, czy skróconą, kiedy śpię z facetem, który okazuje się być moim szefem.
Izzie: Żadnej...
Meredith: Izzie, odpuść mi, co?
Izzie: Nie! Chodziłaś do Dartmouth, twoja matka to Ellis Grey, wyrosłaś... spójrz na ten dom. Ty wchodzisz na salę operacyjną i nikt nie wątpi, że tam jest twoje miejsce. Ja wychowałam się w przyczepie kempingowej, chodziłam do szkoły stanowej, na medycynę dostałam się pozując w bieliźnie. Ja wchodzę na salę operacyjną i każdy ma nadzieję, że jestem pielęgniarką. Ty masz ich szacunek, nawet się nie starając i odrzucasz to wszystko dla czego? Kilku dobrych operacji?
Meredith: Nie, tu nie chodzi o operacje. Tu nie chodzi o wybicie się.
Izzie: Więc o co?! Trochę namiętnego seksu? Chcesz przez to stracić swoją wiarygodność? Meredith, co ty u diabła wyrabiasz?!
(Meredith przewraca oczami, wymieniają spojrzenia)
Izzie: O mój Boże... ty się zakochujesz...
Meredith: Wcale nie.
Izzie: Z pewnością tak.
Meredith: Nie.
Izzie: Ależ tak. Cholera... Biedactwo.
(...)
Meredith: Nienawidzę cię! (Izzie się śmieje) I twojego ciasta!
Izzie: Ciasto jest dobra.
/////////////
Odcinek 8:
(dom, Derek bierze Muesli z szafki w kuchni, miskę z innej i mleko z lodówki)
George: Jesteś typem zdrowego faceta, prawda? Codziennie muesli...
Derek: Wcale nie.
Izzie: Ok. To z muesli, to fakt. Przynajmniej przez ostatnie 7 dni.
Derek Dajcie spokój! Nie przebywałem tu cały tydzień... prawda?
/////////////
Izzie: (do pacjenta, który myśli, że ma wizje) Gapisz się na mnie.
Pacjent: Patrzę na ciebie skarbie i mam ochotę na czekoladowe babeczki.
Izzie: Co powiedziałeś?
Pacjent: Czekoladowe babeczki. Takie z białą polewą.
Izzie: (poirytowana) Co?! Czy nadal mam czekoladę na twarzy albo we włosach?!
Pacjent: O czym ty mówisz.
Izzie: O tobie. Znam to. Wkrótce będziesz mi czytał z kart i powiesz, że mój zmarły wujek jest w pokoju.
Pacjent: (przestraszony) A jest?
Izzie: Nie mam zmarłego wujka.
/////////////
Meredith: Próbowałam wybić Shepardowi z głowy operację. Co jest ze mną nie tak?
Alex: Zasadniczo, chciałaś faceta zabić.
Christina: Zasadniczo jesteś dupkiem.
Alex: Wiesz, że mnie chcesz. Chodź do tatusia, skarbie.
(wchodzi George)
George: (pokazując palcem na swój identyfikator) To jest George. George ma... gorącą randkę.
Meredith: To świetnie, George.
George: Ta...
Alex: Lewa kieszeń mojego fartucha, Georgy. Załóż gumę na instrument.
/////////////
(Pacjentka po przeszczepie krowiej zastawki, którą osłuchuje Alex)
Pacjentka: Czy moje serce bije... czy muczy?
/////////////
Odcinek 9:
(George jest w łazience i ogląda wysypkę na swoim penisie)
Izzie: George, zamknąłeś drzwi, muszę wziąć prysznic.
George: Zaraz wyjdę.
Izzie: Co tam robisz?
George: To rzecz prywatna.
Izzie: Och... (uśmiecha się) O Boże, przepraszam. Rozumiem... nie chciałam przeszkadzać.
George: Nie! To nie to.
Izzie: W porządku, nie śpiesz się.
George: Nie robię tego, co myślisz, że robię.
Izzie: Nie musisz się tłumaczyć. Poczekam, a ty po prostu... dokończ.
George: Nie... Już dochodzę... Wychodzę!
(...)
(George wychodzi, Izzie się uśmiecha)
Izzie: Nie ma powodu, żeby się wstydzić. To normalne, zdrowe nawet.
George: Nie jestem zawstydzony, bo nic nie robiłem. Nie muszę, mam dziewczynę.
Izzie: (poufale) Wyimaginowaną dziewczynę?
/////////////
Christina: (do George'a) Hej Syfboju!
George: (do Izzie) Powiedziałaś jej?
Izzie: Tylko Christinie.
Alex: Syfboj. Jak kowboj, tylko schorowany.
Christina: (do George'a) Nie trzeba było nic mówić. Oprócz chorób, najszybciej rozprzestrzeniają się tu plotki.
George: To nie prawda. To, że Izzie nie potrafi trzymać gęby na kłódkę, nie znaczy, że wszyscy już wiedzą.
Meredith: (podchodząc) Hej, George. Jak się czujesz? Przykro mi z powodu syfilisa.
/////////////
George: (Do Alexa, który trzyma strzykawkę) Na pewno wiesz, co robisz?
Alex: To tylko zastrzyk penicyliny. Bądź wdzięczny, że to robię. Już i tak widziałem więcej ciebie, niż bym chciał. (George zaczyna opuszczać spodnie) Będę się męczył z koszmarami cały tydzień. (George szybko zakłada je z powrotem).
George: OK. Wiesz co? Zapomnijmy o tym.
Alex: Chcesz się pozbyć syfa, czy nie? Zamknij sie i opuszczaj spodnie.
(George kładzie się na kozetce i opuszcza spodnie)
George: Nie mogę w to uwierzyć.
(wchodzi Meredith)
George: Meredith! Idź sobie!
Meredith: Och, George... Pomyślałam, że przyda ci się wparcie.
George: (próbując na leżąco zasłonić Meredith oczy) Nie. Nie potrzebuję! Jestem obnażony!
Meredith: George, to nic wielkiego. I masz słodki tyłek.
Alex: Ja też mam słodki tyłek. Chcesz zobaczyć?
Meredith: Spadaj, źle to robisz.
Alex: proszę bardzo.
George: Co? Alex... Alex!
(Alex wychodzi, wchodzi Izzie)
Izzie: Hej! Co tu robimy?
George: Pozbywamy George'a godności.
Meredith: Leczymy syfa George'a.
George: Nie lubię igieł.
Meredith: Dlatego zostałeś lekarzem. Drugi pośladek.
(George odsłania drugi pośladek, wchodzi Christina)
Christina: Izzie?
Izzie: Tak?
Christina: Zabieg pana Franklina jest...
George: Nie!
Christina: ... zaplanowany na po lunchu. Co robimy?
Izzie: Ratujemy George'a przed przyszłą bezpłodnością i szaleństwem.
Christina: Słodki tyłeczek.
Meredith: Mówiłam ci.
Izzie: Faktycznie... jak u niemowlęcia.
(Meredith robi zastrzyk, George podnosi spodnie i wstaje)
George: Wiecie... Spędziłem godziny, dni, lata, wyobrażając sobie siebie półnagiego z trzema dziewczynami... Rzeczywistość jest o niebo lepsza!
(wychodzi)
Christina: Chyba zaraz się popłacze.
/////////////
(Christina i Izzie wykonują sekcję zwłok bez zezwolenia)
Izzie: Ukradłyśmy ciało. Jesteśmy złodziejkami ciał. A co jeśli ktoś go będzie szukał?
Christina: OK. A: Jest środek nocy. B: Bycie martwym ma to do siebie, że ludzie przestają cię szukać.
(...)
Christina: (patrząc w książkę) OK, już wiem.
Izzie: Jesteś pewna?
Christina: I tak nie możemy go zabić podwójnie!
(...)
(wkracza Bailey)
Bailey: Nawet mi nie mówcie, że robicie to, co myślę, że robicie!... Złamałyście prawo! Możecie zostać aresztowane! Lubicie więzienie?! Szpital może zostać pozwany! Ja mogę stracić licencję! Pracę! Ja lubię swoją pracę! Czy pomyślałyście o tym, zanim zaczęłyście go ciąć?!... Chętnie skopałabym wam obu tyłki. Macie coś do powiedzenia?!
(Izzie podnosi serce denata)
Bailey: Jest ogromne!
Izzie: Waży ponad 600 gramów i ma w sobie jakąś ziarnistą tkaninę...
Christina: Chcemy zrobić kilka badań...
Bailey: Teraz chcecie robić badania?!
Christina: W tym momencie i tak nam to już nie zaszkodzi.
Bailey: Nienawidzę was obu!
1 Meredith: Nie potrafię wymyślić choćby jednego powodu, dla którego powinnam zostać chirurgiem, ale znam mnóstwo powodów żeby odejść. Celowo to wszystko utrudniają... w naszych rękach jest ludzkie życie. Przychodzi czas, kiedy to staje się czymś więcej niż grą i albo zrobisz krok naprzód, albo zawrócisz i odejdziesz. Mogłabym zrezygnować, ale rzecz w tym, że kocham tę grę.
2 Meredith: Wszystko sprowadza się do linii. Linia mety na końcu stażu, czekanie w kolejce do szansy na operację... I wreszcie, najważniejsza, linia oddzielająca ciebie od ludzi, z którymi pracujesz. Nie dobrze jest się zbyt spoufalać, zawierać przyjaźni. Potrzebne się granice między tobą i resztą świata. Inni ludzie są zbyt zagmatwani... Wszystko sprowadza się do linii Rysowanie linii na piasku i modlenie się, żeby nikt ich nie przekroczył. [...] W pewnym momencie musisz podjąć decyzję. Granice nie oddzielają innych ludzi od ciebie. One odgradzają ciebie. Nasze życie jest pokręcone. Tak już zostaliśmy stworzeni. Więc możesz marnować czas na rysowaniu granic, albo możesz żyć, przekraczając je. Ale niektóre granice... są zbyt niebezpieczne, by je przekraczać. Jednak jeśli odważysz się zaryzykować, widok po drugiej stronie jest spektakularny.
4 Meredith: Intymność to trzysylabowy wyraz na określenie: "Oto moje serce i dusza, proszę przemiel je na hamburgera i się rozkoszuj". Jednocześnie się jej pragnie i obawia. Ciężko z nią żyć, ale ciężko też żyć bez niej. Intymność jest też dołączona do trzech liter R... rodzina, romans, radośni lokatorzy. Od niektórych rzeczy nie uciekniesz. A o innych po prostu nie chcesz wiedzieć. [...] Chciałabym, żeby istniały zasady intymności. Swego rodzaju przewodnik, który ci powie kiedy przekroczyłeś granicę. Byłoby miło wiedzieć, kiedy się do tego zbliżasz i w jakiś sposób umieścić to na mapie. Brałbyś ją wtedy wszędzie i zachował na tak długo, jak to możliwe. A co do zasad, to może nie ma żadnych. Może reguły intymności, to coś, co sam musisz zdefiniować.
6 Meredith: Kilkaset lat temu, Beniamin Franklin podzielił się ze światem sekretem swojego sukcesu. Nigdy nie zostawiaj na jutro, co masz zrobić dzisiaj, powiedział. To człowiek, który wynalazł elektryczność. Wydawałoby się, że więcej ludzi posłucha jego rad. Nie wiem, dlaczego odkładamy rzeczy na później, ale gdybym miała zgadywać, to chyba powiedziałabym, że ma to wiele wspólnego ze strachem. Strachem przed porażką, strachem przed odrzuceniem, czasami po prostu ze strachem przed podejmowaniem decyzji, bo co jeśli się mylisz? Co jeśli popełniasz błąd, którego nie naprawisz? [...] Kto rano wstaje, temu pan Bóg daje. Działanie w odpowiednim czasie zaoszczędzi kłopotów na przyszłość. Kuj żelazo, póki gorące. Możemy udawać, że nam tego nie mówiono, ale wszyscy słyszeliśmy przysłowia, filozofów, dziadków, ostrzegających nas przed marnowaniem czasu, słyszeliśmy cholernych poetów nakazujących nam chwytać dzień. Jednak czasami musimy przekonać się na własnej skórze. Musimy popełniać własne błędy. Musimy sami się na nich uczyć. Musimy zmiatać dzisiejszą możliwość pod jutrzejszy dywan, dopóki już więcej tam nie zmieścimy. Dopóki wreszcie nie zrozumiemy co Beniamin Franklin naprawdę miał na myśli. Że pewność jest lepsza od niepewności, że jawa jest lepsza niż sen, i że nawet największa porażka, nawet najgorsza, jest sto razy lepsza od zaniechania próby.
7 Meredith: Każdemu, kto mówi, że wyśpi się w grobie, powiedzcie, żeby przyszedł porozmawiać ze mną po kilku miesiącach stażu. Oczywiście... nie tylko praca, trzyma nas na nogach całą noc... Jeśli życie jest takie ciężkie, dlaczego sprowadzamy na siebie więcej kłopotów? Co jest z tą potrzebą uderzenia w przycisk autodestrukcji? [...] Może lubimy ból. Może jesteśmy dziwni. Bo bez niego, nie wiem, może nie czujemy się realnie. Jak to się mówi? Dlaczego wciąż uderzam się młotkiem? Bo czuję się rewelacyjnie, kiedy przestaję.
8 Meredith: Pamiętacie, kiedy byliście małymi dziećmi i wierzyliście w bajki, marzyliście o tym, jakie będzie wasze życie? Biała sukienka, książę z bajki, który zaniesie was do zamku na wzgórzu. Leżeliście w nocy w łóżku, zamykaliście oczy i całkowicie, niezaprzeczalnie w to wierzyliście... Święty Mikołaj, Zębowa Wróżka, książę z bajki... byli na wyciągnięcie ręki. Ostatecznie dorastacie. Pewnego dnia otwieracie oczy, a bajki znikają. Większość ludzi zamienia je na rzeczy i ludzi, którym mogą ufać, ale rzecz w tym, że trudno całkowicie zrezygnować z bajek, bo prawie każdy nadal chowa w sobie iskierkę nadziei, że któregoś dnia otworzy oczy i to wszystko stanie się prawdą. [...] Pod koniec dnia, wiara to zabawna rzecz. Pojawia się, kiedy tak naprawdę tego nie oczekujesz. To tak, jakbyś pewnego dnia odkrył, że baśń może się nieco różnić od twoich wyobrażeń. Zamek, cóż, może nie być zamkiem. I nie jest ważne "długo i szczęśliwie", ale "szczęśliwie" teraz. Raz na jakiś czas, człowiek cię zaskoczy, i raz na jakiś czas człowiek może nawet zaprzeć ci dech w piersiach.
9 Sekrety nie ukryją sie przed nauką. Medycyna ma swoje sposoby na wykrywanie kłamstw. W ścianach szpitala prawda jest naga. Jak przechowujemy nasze sekrety poza szpitalem, cóż... to co innego. Jedno jest pewne: cokolwiek staramy się ukryć, nigdy nie jesteśmy gotowi, kiedy prawda wychodzi na jaw. I w tym tkwi problem z sekretami. Tak jak niedola, lubią towarzystwo. Wspinają się wciąż do góry, dopóki nie przejmą kontroli nad wszystkim, dopóki nie będzie miejsca na nic innego, dopóki nie będziesz tak pełen sekretów, że będziesz się czuł, jakbyś miał wybuchnąć. [...] I to, o czym ludzie zapominają, to jak dobrze można się czuć kiedy w końcu zrzuci się ciężar tajemnic. Nie ważne, czy były dobre, czy złe, przynajmniej już nie ciążą. I czy ci się to podoba, czy nie, kiedy twoje tajemnice już ujrzą światło dzienne, nie musisz się za nimi ukrywać. Najgorsze w sekretach jest to, że nawet kiedy myślisz, że masz nad nimi kontrolę, wcale tak nie jest.
* Cytaty przetłumaczone przez safin - dziękujemy